DLACZEGO RELIGIA CHRZEŚCIJAŃSKA JEST UWAŻANA ZA WYJĄTKOWĄ

Powyższe pytanie wydaje się być postawione niejako „z boku” przez przygodnego obserwatora, który nie identyfikuje się z chrześcijaństwem. Odpowiedź, którą mogę dać, jest natomiast odpowiedzią „od środka”; nie mówię więc, że religia chrześcijańska uważa się za wyjątkową, ale że moja religia jest naprawdę wyjątkowa. Nie jest to kwestia opinii, czyjegoś widzimisię kadzielnica. Wyjątkowość chrześcijaństwa wśród innych religii jest potwierdzona konkretnymi faktami. Zwrócimy uwagę na dwa spośród nich, które leżą u podstaw tej wyjątkowości i mają swoje źródło w Piśmie Świętym.

Wybranie

Stary Testament w jednoznaczny sposób wskazuje na wyjątkowe miejsce Izraela w historii zbawienia. Izrael jest Narodem Wybranym, czyli wyjątkowym w oczach Boga. Bóg mówi, wybrałem was sobie, choć byliście narodem najmniejszym na ziemi; spośród was wyjdzie Mesjasz, który przyniesie zbawienie światu.

To wybranie, o którym mówi Stary Testament, w Nowym Przymierzu nabiera nowego znaczenia. Nie dotyczy już jednego narodu, ale ogarnia tych wszystkich, którzy odpowiedzieli na wezwanie obiecanego Mesjasza – Jezusa Chrystusa. Czy ktoś, kto został wybrany, nie jest wyjątkowy?

Syn Boży

Żadna inna religia nie spotkała Boga, tak jak to zostało dane nam, chrześcijanom. Chrześcijaństwo bierze swój początek od Jezusa – Syna Bożego, który stał się człowiekiem dla naszego zbawienia sprzęt liturgiczny. Właśnie to spotkanie człowieka z Bogiem poprzez Jego Syna, który przychodzi na świat, ukazuje niezwykłość doświadczenia wiary, które ma miejsce w chrześcijaństwie. „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1, 1). To początkowe zdanie Listu do Hebrajczyków, przytoczone już przy okazji pytania o sens misji, pokazuje w zupełnie wyjątkowy sposób rolę, jaką chrześcijaństwo odgrywa w odniesieniu do religii żydowskiej, a poprzez to także wobec wszystkich religii świata. Chrześcijaństwo jest jedyną religią, która ma – można by rzec – bezpośrednie doświadczenie Boga. Czy można sobie wyobrazić, że wydarzy się coś bardziej wyjątkowego?

CZY ATEIZM JEST POTĘPIANY PRZEZ KOŚCIÓŁ

Ateizm stoi w opozycji do religii. Negując Boga, teoretycznie bądź praktycznie, w innym świetle widzimy świat, człowieka i wartości etyczne. Nie może więc ateizm uzyskać przychylności Kościoła, ponieważ jest jemu przeciwny i nie uznaje podstawowej prawdy wiary w istnienie Boga, zaangażowanego w zbawienie człowieka. Jeśli przez „potępienie” będziemy rozumieli odrzucenie postawy myślenia i działania, jakie spotykamy w ateizmie, to można przyjąć twierdzenie, że ateizm jest potępiony przez Kościół. Wydając tak zdecydowany werdykt, Kościół będzie się starał zrozumieć przyczyny ateizmu i wskazywał na niebezpieczeństwa postawy ateistycznej. A wszystko po to, by dotrzeć do człowieka i ukazać mu Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie.

Czym zatem jest ateizm, skoro sytuuje się na pozycji przeciwstawnej wierze i zyskuje tak negatywną ocenę? Ateizm jest rozumiany jako doktryna lub postawa egzystencjalna człowieka, cechująca się negacją Boga. Takie przekonanie wyrasta z filozoficznego podejścia do rzeczywistości, braku odpowiedzi na pytania (najczęściej dotyczące zła w świecie), wychowania w atmosferze laickiej bądź zerwania z praktykowaną religią. Należy zaznaczyć, że do ateizmu jest zaliczana również postawa, która co prawda akceptuje istnienie „wyższej siły w świecie”, ale nie uznaje Boga osobowego i Jego transcendencji. Taką postawę nazywa się ateizmem względnym, w odróżnieniu od ateizmu bezwzględnego, który neguje jakiekolwiek istnienie Boga w sensie teistycznym. Myślę, że postawa ateizmu względnego, wiara w „bliżej nieokreśloną siłę potężniejszą od człowieka” jest dzisiaj dość popularna. Nie obowiązują bowiem wówczas religijny kult czy bezwzględne normy moralne, a pozostaje tylko indywidualne i bliżej nie sprecyzowane przekonanie. Skoro neguje ono podstawowe cechy obrazu Boga, jest zaliczane do ateizmu.

We współczesnym świecie spotykamy się również z postawą ateizmu praktycznego. Ma to miejsce wtedy, gdy w życiu człowieka brakuje teoretycznej podstawy, a nacisk jest położony na egzystencję pozbawioną elementów religijnych.

Kościół zatroskany o człowieka, zawsze będzie wskazywał na liczne zagrożenia, jakie niesie ze sobą ateizm. Podstawowym niebezpieczeństwem jest pozbawienie siebie samego i tego, co wokół nas, podstawowego odniesienia. Nie uznając istnienia Boga, człowiek stawia wiele pytań, na które nie uzyska odpowiedzi lub otrzyma odpowiedzi nacechowane jedynie doczesną krótkowzrocznością. Przedstawiając Jezusa Chrystusa, Boga i Człowieka, chrześcijaństwo daje odpowiedź na pytania o sens życia i śmierci, o granice miłości i poświęcenia. Ateista skazany zostaje na przekleństwo doczesności i milczący jęk wobec zła i cierpienia.

Ateizm w „czystej postaci” jest w Polsce postawą raczej rzadko spotykaną. Wymaga sporej wiedzy, własnych przemyśleń i decyzji propagujących określony sposób życia. Częściej spotykamy się z ateizmem praktycznym czy względnym, którego wyznawcy negując Boga, chcą zachować pozory wiary z jednoczesną ułudą postawy nieskrępowanej przez Boga i Kościół. Mamy tutaj zatem do czynienia z nową postacią ateizmu -ateizmem zakamuflowanym. Jest to kolejna próba karykaturalnego połączenia Boga i świata w jedno, z zachowaniem piedestału dla człowieka, który o wszystkim decyduje.

CZY ATEIŚCI SĄ NAPRAWDĘ NIEWIERZĄCY

Niektórzy ludzie sądzą, że ateiści nie kierują się w swoim życiu wiarą, lecz wiedzą i że w związku z tym są bardziej racjonalni od ludzi wierzących. Tego typu przekonanie jest wynikiem ignorancji lub złudzenia. Ateiści są również ludźmi wierzącymi; w oparciu o określony rodzaj wiary interpretują człowieka oraz sens jego życia. Wiedza zdobyta zgodnie z metodami naukowymi w dużym stopniu wyjaśnia tajemnicę świata, ale tylko w niewielkim stopniu odsłania tajemnicę człowieka. Człowiek jest bowiem większy od wiedzy, którą posiada na temat samego siebie. Nasze najważniejsze pytania nigdy nie znajdują w wiedzy pełnej i ostatecznej odpowiedzi. Żadna nauka nie może do końca wyjaśnić, kim jest człowiek, jaki jest sens jego życia, czy śmierć jest końcem, czy tylko przejściem do innej formy istnienia. Żadna nauka nie wyjaśni, dlaczego człowiek, którego ciało jest przecież podobne do ciała zwierząt, potrafi myśleć, kochać i podejmować wolne decyzje, czyli zachowywać się w sposób nieosiągalny dla zwierząt naczynia liturgiczne. Zarówno człowiek religijny, jak i ateista to zatem ludzie wierzący. Różnica polega na tym, że chrześcijanie wierzą, iż pochodzą od Kogoś większego niż oni sami: od Boga, który kocha i który rozumie człowieka. Ateiści natomiast wierzą, że pochodzą od czegoś mniejszego niż oni sami: od materii, od świata przyrody, że są wytworem ewolucji lub dziełem przypadku.

Aby w sposób obrazowy wyjaśnić różnicę między wiarą człowieka religijnego a wiarą ateisty, można posłużyć się pewną analogią. Wyobraźmy sobie, że dwóch kosmitów ląduje na naszej planecie i że pierwszym przedmiotem, który znajdują, jest komputer. Najpierw obydwaj analizują budowę i zasady działania tego urządzenia, a następnie spotykają małpę i człowieka. W oparciu o wszystkie dostępne im metody badają zachowania i zdolności zwierzęcia oraz człowieka, aby ocenić, która z tych istot może być twórcą komputera. Po dokonaniu analiz jeden z kosmitów dochodzi do przekonania, że komputer został skonstruowany przez zwierzę, a drugi wywnioskował, że twórcą komputera jest człowiek. Żaden z kosmitów nie ma bezpośrednich dowodów w tej sprawie, ale jest przecież oczywiste, że przekonanie owego drugiego kosmity jest bardziej racjonalne niż poglądy tego, który sądzi, że komputer jest wytworem małpy. Podobnie rzecz wygląda w kwestii tłumaczenia tajemnicy człowieka. Wiara ludzi religijnych jest zdecydowanie bardziej racjonalna niż wiara ateistów. Jest bowiem o wiele bardziej prawdopodobne, że człowieka stworzył Ktoś większy od niego, niż to, że człowiek jest wytworem czegoś mniejszego niż on sam.

Różnica między ludźmi religijnymi a ateistami nie polega jedynie na odmiennych przekonaniach co do pochodzenia człowieka. Różnica ta dotyczy także przekonań co do sensu ludzkiego życia. Człowiek religijny, który wierzy, że pochodzi od Kogoś większego niż on sam, wierzy w konsekwencji także w to, że celem i sensem jego życia jest coś większego, a raczej Ktoś większy niż martwa materia, nieświadoma siebie przyroda czy mechaniczne prawa ewolucji cingulum. Tymczasem ateista, czyli ktoś, kto wierzy, że pochodzi od czegoś mniejszego niż on sam, jest w konsekwencji zmuszony wierzyć, że celem jego życia jest coś mniejszego niż on sam: walka o byt, doraźna przyjemność czy kompletne zobojętnienie na własny los i powrót do martwej materii (nirwana). Jeśli ateista stawia sobie większe cele, np. próbuje kochać, rozwijać swoją świadomość czy chronić wewnętrzną wolność, to postępuje wtedy w sposób sprzeczny z własnymi przekonaniami. Wierzy bowiem, że pochodzi z materii albo z nicości, a stara się zmierzać do tego, czego w materii czy nicości nie ma: do miłości, prawdy i odpowiedzialności. Ateista, który postępuje w sposób szlachetny, zasługuje na szacunek, gdyż czyni to, co trudniejsze i wartościowsze. Z drugiej jednak strony, taka postawa jest sprzeczna z jego własną wiarą w to, że ostatecznie z nicości pochodzi i do nicości zmierza.

Sądzę, że twórczy niepokój powinien towarzyszyć obu grupom ludzi. Ateista ryzykuje bowiem, że nie wykorzysta w optymalny sposób swoich możliwości intelektualnych i zadowoli się irracjonalną wiarą w to, iż pochodzi od czegoś mniejszego niż on sam. Z kolei człowiek wierzący ryzykuje, że w swojej słabości zadowoli się w codziennym życiu czymś mniejszym niż powołanie do życia w miłości i prawdzie, którym obdarzył go Stwórca, w którego uwierzył. Zadanie ateisty to odważna refleksja nad własnymi przekonaniami na temat tajemnicy człowieka i sensu jego życia. Zadaniem natomiast człowieka wierzącego jest odważne zapytanie samego siebie, czy tylko wierzy w Boga, czy też potrafi uczynić coś więcej: zawierzyć Stwórcy swoją teraźniejszość i przyszłość, kierując się miłością, której uczy Bóg.

CZY MUZUŁMANIN ALBO BUDDYSTA MOŻE BYĆ ZBAWIONY

Pytanie jest trafne i dotyczy sprawy istotnej – zbawienia człowieka. Pytania trafne domagają się jasnej i zdecydowanej odpowiedzi. I stąd udzielam jej na samym początku: intencją Pana Boga jest zbawienie każdego człowieka. Misja odkupieńcza Syna Bożego nie zacieśnia się tylko do niektórych ludzi, lecz odnosi się do wszystkich. Trudno byłoby pogodzić miłość Pana Boga z ograniczeniem jej tylko do niektórych ludzi. Jedną z cech, przymiotów Bożych jest to, że są one powszechne i bezwarunkowe. Powszechność oznacza, że atrybuty Pana Boga odnoszą się do wszystkich ludzi i w każdym czasie, a nieuwarunkowanie wskazuje na pełną autonomię w istnieniu Pana Boga. Określenie św. Jana Apostoła: „Bóg jest miłością” dotyczy zatem wszystkich łudzi lichtarze.

Pan Bóg objawia miłość wobec wszystkich ludzi. Wynikające z tego formy religijne przybierają różne kształty; nie bez znaczenia dla nich jest środowisko kulturowe (buddyzm, islam). Dla religii najistotniejsza jest jednak sprawa relacji między Bogiem i człowiekiem, obrazu świata i praktykowanych obrzędów. Tutaj możemy przytoczyć słowa Deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich: „Buddyzm w różnych swych formach uznaje całkowitą niewystarczałność tego ziemskiego świata i naucza sposobów, którymi ludzie w duchu pobożności i ufności mogliby albo osiągnąć stan doskonałego wyzwolenia, albo dojść, czy to o własnych siłach, czy z wyższą pomocą, do najwyższego oświecenia” (DRN 23); „Kościół spogląda z szacunkiem również na mahometan, oddających cześć jedynemu Bogu, żywemu i samoistnemu, miłosiernemu i wszechmocnemu, Stwórcy nieba i ziemi” (DRN 3). Należy dodać, że islam nawiązuje do postaci Abrahama, czci Maryję i uznaje Jezusa za proroka.

Spoglądając z szacunkiem na buddyzm i islam, wiedząc, że obraz świata wynika z rodzimej kultury, a obrzędy religijne zmierzają do łączności z Bogiem (islam) lub do doskonalenia człowieka (buddyzm), należy stwierdzić, że przynależenie do tych religii nie stoi w sprzeczności ze zbawieniem w ujęciu chrześcijańskim. Podstawowe normy moralne, zaszczepione przez Stwórcę, są jednakowe dla wszystkich, a ich przestrzeganie prowadzi do osiągnięcia wiecznego szczęścia. Znaczącym tekstem Kościoła jest fragment wspomnianej już Deklaracji: „Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych, prawdziwe jest i święte. Ze szczerym szacunkiem odnosi się do owych sposobów działania i życia, do owych nakazów i doktryn, które chociaż w wielu wypadkach różnią się od zasad przez niego wyznawanych i głoszonych, nierzadko jednak odbijają promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi” (DRN 2).

Cechą szczególną chrześcijaństwa, mającą wpływ na relacje w stosunku do religii niechrześcijańskich, jest przekonanie o posiadaniu pełni łaski i prawdy. Wyrasta ono z niespotykanego zaangażowania się Pana Boga w odkupienie człowieka sygnaturki. Objawienie judeochrześcijańskie i fakt Wcielenia Syna Bożego są tego dowodem.

Znaczenie odegrały również kultura grecko-rzymska i starożytna filozofia, które były pomocne w formowaniu wiary i obrzędów liturgicznych. To właśnie z tego przekonania o miłości Pana Boga, posiadaniu pełni łaski i prawdy rodzi się postawa misyjna. Nie jest ona pogardą dla innych religii, lecz postawą pragnienia, by zdążać do zbawienia taką drogą, jaką ukazał sam Zbawiciel.

 

Ułuda indywidualizmu

Na koniec trzeba wskazać zagrożenia płynące dla wolności z niewłaściwego akcentowania roli i miejsca osoby. Postawę tę nazywamy ułudą indywidualizmu. Jest to pozycja przeciwstawna demokracji i akcentująca przeciwległe cechy postępowania człowieka.

Indywidualista chce kreować świat według własnej wizji. Prowadzi to często do ograniczenia wolności innych osób, zwłaszcza tych, którzy nie akceptują danego obrazu świata i człowieka. Stąd wolność powinna posługiwać się prawdą o człowieku i zgodnie z nią kształtować w ludzkiej jednostce integralną osobowość. Prawda o człowieku została przedstawiona nam w Piśmie Świętym i prowadzi nas do ujęcia człowieka w wymiarze cielesno-duchowym, przenosząc jego pełną realizację w świat Trójcy Świętej. Nawet dla pustelnika życie nie oznacza indywidualizmu i samotności. Jest ono odniesieniem do wspólnoty Trójcy Boskich Osób, wobec której – i zarazem wobec świata – realizuje się wolność człowieka. Wolność, pojęta zgodnie z nauką Chrystusa, szanuje odrębność innych osób. Chrystus nie gardzi także ludźmi zagubionymi w świecie, lecz poszukuje ich z miłością, aby obdarzyć łaską wolności i zbawienia. Taka postawa Chrystusa ukazuje nam, że nasz indywidualizm nie może być imperialistyczny, nie może prowadzić do poniżania innych osób. Jeśli kształtujemy indywidualistyczną postawę, to powinniśmy z szacunkiem i serdecznością podchodzić do bliźnich.

Człowiek nie może realizować wolności samotnie. Jego wolność nieustannie „dotyka innych”. „Dotykając innych” rani ich lub leczy, zasmuca lub pociesza. Zagrożenie indywidualizmem polega na tym, że zamyka on człowieka we własnym świecie, we własnych przekonaniach. Tymczasem dla człowieka wierzącego podporą w życiu jest Chrystus. To On wskazuje drogę wolności i uczula na obecność bliźniego. To On prowadzi do wspólnoty Kościoła, wspólnoty ludzi pragnących razem realizować cnotę wolności w drodze do zbawienia. To we wspólnocie Kościoła Chrystus udziela mocy do podołania drodze życia z zachowaniem pełnej ludzkiej wolności.

Ułuda demokracji

Stanowi ona specyficzne zagrożenie dla wolności, gdyż polega na kierowaniu się sądem sumienia, ale pod dyktando większości. Ułuda demokracji wyraża swoisty przymus postępowania według sądów większości, szczególną sytuację poddawania werdyktom spraw niezależnych od ludzi.

Wolność jest ukierunkowana na dobro – na Boga, do którego dąży człowiek w swej wolności. Ta podstawowa prawda może być przysłonięta partykularnymi dobrami, a ponieważ jest ich nieskończona liczba, to pojawia się myśl o unifikacji ich na sposób demokratyczny. Wówczas to, co ustalone, co przegłosowane, znajduje się na pierwszym miejscu i jest przedmiotem dążeń, ludzkich wzdychań. Ponieważ nie jest to Bóg, a raczej element doczesny, to należy liczyć się ze zmiennością tego elementu.

Wolność jest pojmowana jako realizacja zaprojektowanych dążeń. Świat potrafi dzisiaj generować przeróżne pragnienia poprzez media, reklamę i promowany sposób życia. Jak ma się wolność człowieka wobec świata mediów i reklamy? Czy media i propaganda mogą stanowić „etyczną alternatywą” wobec nauki Kościoła i własnego sumienia? Jak kształtować własną wolność, by mogła ona oprzeć się ułudzie demokracji? Czy postępowanie człowieka wierzącego, wzmocnione modlitwą i oparte na nauce Chrystusa, zdoła zachować postawę niezależnego wyboru tego, co proponuje świat? Czy istnieje możliwość „umiarkowanego czerpania z dobroci świata” z zachowaniem wolności od zła? Zapewne należy docenić otaczające człowieka wierzącego świeckie wspólnoty, zauważyć dobroć mediów i pozytywność reklamy, lecz nie można pozwolić, by pozbawiły one człowieka możliwości nieskrępowanych decyzji. Wszelkie „zatopienie się w społeczności” i pozbawienie się możliwości wyboru stanowi niebezpieczeństwo dla powiązania wiary i wolności.

Absolutyzm a konserwatyzm

Kościół opiera wiarę na Bożym objawieniu, zawartym w Piśmie Świętym, Tradycji i nauczaniu Kościoła. Jest to depozyt wiary, chroniony przez Kościół i przekazywany przez ewangelizację i katechezę. Tutaj rodzi się pytanie o postawę człowieka, który dokonuje „swoistej weryfikacji prawd wiary” i daje posłuch tylko niektórym prawdom wiary. Takie stanowisko dotyczy zwłaszcza norm moralnych. Ta postawa jest nacechowana absolutyzmem, czyli nastawieniem promującym możliwość dokonywania słusznych wyborów przez samą osobę i poczuciem własnej nieomylności. Takie stanowisko można skonfrontować z podejściem konserwatywnym, o którym pisze Odo Marquard, współczesny niemiecki filozof: „Ludzie nie są istotami absolutnymi, lecz skończonymi. Ani nie żyją, ani nie wybierają swego życia – w każdym razie przeważnie – w sposób absolutny: muszą bowiem umrzeć; mówiąc za Heideggerem: są ku śmierci. Ich życie ma swój kres: vita brevis. Aby wybór mógł być absolutny, życie ludzkie trwa zbyt krótko; mówiąc najprościej: ludzie nie mają po prostu dość czasu, aby to, czym już – przypadkowo – są wybrać w sposób absolutny lub odwołać i aby w zamian wybrać coś zupełnie innego i nowego, i to wybrać w sposób absolutny: ich śmierć zawsze następuje szybciej niż ich absolutny wybór. Programowi absolutyzacji człowieka sprzeciwia się zatem jego – naznaczona śmiertelnością – rzeczywistość”4.

Powyższy tekst ukazuje nam kilka ważnych spraw. Człowiek nie jest bytem absolutnym, choć dzisiaj często słyszy się glosy o absolutnych, nieskończonych możliwościach człowieka. Znakomitą weryfikację postępowania człowieka stanowi krótkość jego życia, która powoduje, że pewnych decyzji nie można poprawić lub z nich się wycofać. Nie można również naszych ludzkich decyzji skonfrontować z rzeczywistością tak by nabrać pewności. Ludzkie życie zakłada całą gamę prawd i wyborów, na których się opieramy, które przyjmujemy, a w kwestiach wiary opieramy się na Bogu, będącym samą Prawdą.

Zaznaczę jeszcze, iż pogląd Marquarda nie jest tradycjonalizmem, wyniosłym opiewaniem historycznej sytuacji, stanowiącej wzorzec dla współczesności. To konserwatyzm głoszący ograniczoność człowieka i jego wolności. Człowiek nie jest w stanie być absolutnie wolny i decydować o wszelkich sprawach. Analogicznie rzecz ma się z wiarą. Przyjmujemy prawdy głoszone przez Kościół na zasadzie zaufania Bogu i Kościołowi, przekazującemu zbawcze orędzie. Czy w takiej sytuacji mamy do czynienia z wolnością? Tak! Lecz nie na zasadzie ustalania prawd wiary, ich poprawiania czy wybiórczego przyjmowania, lecz na zasadzie przyjęcia z wiarą nauki Kościoła. Jest to zatem wolność polegająca na zaufaniu Bogu i Kościołowi, wolność dostosowania życia do usłyszanej nauki, wolność pójścia za Bogiem. Znaczenie ufności i autorytetu w życiu nie pozbawia przecież wolności, a raczej pomaga w nawiązaniu i pogłębianiu relacji między osobami. Podobnie rzecz ma się z wiarą. Ufność okazana Bogu i Kościołowi nie prowadzi do zaprzeczenia wolności. To wolność sprawia, że człowiek powierza się Bogu, kieruje się Jego nauką a relację wobec Boga uznaje za wiarę i miłość.

Błędny decyzjonizm

Wolność jest często sprowadzana do aktu podejmowania decyzji. Stojąc przed wyborem, człowiek decyduje: „tak” lub „nie”. Ciekawą myśl o niewystarczalności tego stanowiska podsuwa nam kard. J. Ratzinger. „Nie jest tak, że mogę powiedzieć jedynie »tak« bądź »nie«. Zasadniczo rzecz biorąc, jesteśmy zatem zdania, że gdy człowiek nie mówi »nie« wobec zła, jest już pozbawiony wolności, że dochodzi wówczas do wypaczenia wolności. Wolność swą wielką twórczą przestrzeń znajduje wszak dopiero w sferze dobra. Miłość jest twórcza, prawda jest twórcza – dopiero w tej sferze otwierają się mi oczy, dopiero tam mogę poznać tak wiele spraw”1. Choć powołaniem człowieka jest odrzucać zło i wybierać dobro, to nie jest to jednak decyzjonizm, w którym wiara sprowadza się do nieustannego wypowiadania „tak” lub „nie”.

Oddajmy ponownie głos kard. J. Ratzingerowi: „Gdy patrzymy na życie wielkich ludzi, na życie świętych, możemy dostrzec, jak w biegu dziejów twórczo ujawniają oni zupełnie nowe możliwości ludzkie, których nigdy nie zauważyliby wewnętrznie ślepi czy tępi. Innymi słowy, wolność rzeczywiście przejawia swe działanie, gdy w wielkiej sferze dobra rozwija coś jeszcze nieodkrytego, poszerzając nasze możliwości. Natomiast zatraca samą siebie, gdy uważa, że swą wolę potwierdza tylko przez negowanie. W takiej sytuacji bowiem używam swej wolności, ale jednocześnie ją wypaczam”2.

Wolność zatem to nie tylko decyzjonizm, lecz to realizowanie dobra. Być wolnym, to wejść na drogę realizacji człowieczeństwa i pełnienia woli Bożej. Wolność wiary świętych pokazuje nam świat Boga, świat niezrozumiały dla tych, którym wiara kojarzy się wyłącznie z zakazami. Jest to świat niedostępny dla ludzi bojących się, że Bóg odbierze im część życia, że będzie żądał nieustannych poświęceń. Wolność będąca realizowaniem dobra to nie jedynie prosty, jednorazowy wybór, lecz pójście za Bogiem drogą prowadzącą człowieka do świętości. Tak pojmowana wolność wymaga nieustannego słuchania Boga i siły w kroczeniu za Jego głosem, co wyraża się w sformułowaniu: „być posłusznym Bogu w wierze”.