CZY ATEIZM JEST POTĘPIANY PRZEZ KOŚCIÓŁ

Ateizm stoi w opozycji do religii. Negując Boga, teoretycznie bądź praktycznie, w innym świetle widzimy świat, człowieka i wartości etyczne. Nie może więc ateizm uzyskać przychylności Kościoła, ponieważ jest jemu przeciwny i nie uznaje podstawowej prawdy wiary w istnienie Boga, zaangażowanego w zbawienie człowieka. Jeśli przez „potępienie” będziemy rozumieli odrzucenie postawy myślenia i działania, jakie spotykamy w ateizmie, to można przyjąć twierdzenie, że ateizm jest potępiony przez Kościół. Wydając tak zdecydowany werdykt, Kościół będzie się starał zrozumieć przyczyny ateizmu i wskazywał na niebezpieczeństwa postawy ateistycznej. A wszystko po to, by dotrzeć do człowieka i ukazać mu Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie.

Czym zatem jest ateizm, skoro sytuuje się na pozycji przeciwstawnej wierze i zyskuje tak negatywną ocenę? Ateizm jest rozumiany jako doktryna lub postawa egzystencjalna człowieka, cechująca się negacją Boga. Takie przekonanie wyrasta z filozoficznego podejścia do rzeczywistości, braku odpowiedzi na pytania (najczęściej dotyczące zła w świecie), wychowania w atmosferze laickiej bądź zerwania z praktykowaną religią. Należy zaznaczyć, że do ateizmu jest zaliczana również postawa, która co prawda akceptuje istnienie „wyższej siły w świecie”, ale nie uznaje Boga osobowego i Jego transcendencji. Taką postawę nazywa się ateizmem względnym, w odróżnieniu od ateizmu bezwzględnego, który neguje jakiekolwiek istnienie Boga w sensie teistycznym. Myślę, że postawa ateizmu względnego, wiara w „bliżej nieokreśloną siłę potężniejszą od człowieka” jest dzisiaj dość popularna. Nie obowiązują bowiem wówczas religijny kult czy bezwzględne normy moralne, a pozostaje tylko indywidualne i bliżej nie sprecyzowane przekonanie. Skoro neguje ono podstawowe cechy obrazu Boga, jest zaliczane do ateizmu.

We współczesnym świecie spotykamy się również z postawą ateizmu praktycznego. Ma to miejsce wtedy, gdy w życiu człowieka brakuje teoretycznej podstawy, a nacisk jest położony na egzystencję pozbawioną elementów religijnych.

Kościół zatroskany o człowieka, zawsze będzie wskazywał na liczne zagrożenia, jakie niesie ze sobą ateizm. Podstawowym niebezpieczeństwem jest pozbawienie siebie samego i tego, co wokół nas, podstawowego odniesienia. Nie uznając istnienia Boga, człowiek stawia wiele pytań, na które nie uzyska odpowiedzi lub otrzyma odpowiedzi nacechowane jedynie doczesną krótkowzrocznością. Przedstawiając Jezusa Chrystusa, Boga i Człowieka, chrześcijaństwo daje odpowiedź na pytania o sens życia i śmierci, o granice miłości i poświęcenia. Ateista skazany zostaje na przekleństwo doczesności i milczący jęk wobec zła i cierpienia.

Ateizm w „czystej postaci” jest w Polsce postawą raczej rzadko spotykaną. Wymaga sporej wiedzy, własnych przemyśleń i decyzji propagujących określony sposób życia. Częściej spotykamy się z ateizmem praktycznym czy względnym, którego wyznawcy negując Boga, chcą zachować pozory wiary z jednoczesną ułudą postawy nieskrępowanej przez Boga i Kościół. Mamy tutaj zatem do czynienia z nową postacią ateizmu -ateizmem zakamuflowanym. Jest to kolejna próba karykaturalnego połączenia Boga i świata w jedno, z zachowaniem piedestału dla człowieka, który o wszystkim decyduje.

Ułuda indywidualizmu

Na koniec trzeba wskazać zagrożenia płynące dla wolności z niewłaściwego akcentowania roli i miejsca osoby. Postawę tę nazywamy ułudą indywidualizmu. Jest to pozycja przeciwstawna demokracji i akcentująca przeciwległe cechy postępowania człowieka.

Indywidualista chce kreować świat według własnej wizji. Prowadzi to często do ograniczenia wolności innych osób, zwłaszcza tych, którzy nie akceptują danego obrazu świata i człowieka. Stąd wolność powinna posługiwać się prawdą o człowieku i zgodnie z nią kształtować w ludzkiej jednostce integralną osobowość. Prawda o człowieku została przedstawiona nam w Piśmie Świętym i prowadzi nas do ujęcia człowieka w wymiarze cielesno-duchowym, przenosząc jego pełną realizację w świat Trójcy Świętej. Nawet dla pustelnika życie nie oznacza indywidualizmu i samotności. Jest ono odniesieniem do wspólnoty Trójcy Boskich Osób, wobec której – i zarazem wobec świata – realizuje się wolność człowieka. Wolność, pojęta zgodnie z nauką Chrystusa, szanuje odrębność innych osób. Chrystus nie gardzi także ludźmi zagubionymi w świecie, lecz poszukuje ich z miłością, aby obdarzyć łaską wolności i zbawienia. Taka postawa Chrystusa ukazuje nam, że nasz indywidualizm nie może być imperialistyczny, nie może prowadzić do poniżania innych osób. Jeśli kształtujemy indywidualistyczną postawę, to powinniśmy z szacunkiem i serdecznością podchodzić do bliźnich.

Człowiek nie może realizować wolności samotnie. Jego wolność nieustannie „dotyka innych”. „Dotykając innych” rani ich lub leczy, zasmuca lub pociesza. Zagrożenie indywidualizmem polega na tym, że zamyka on człowieka we własnym świecie, we własnych przekonaniach. Tymczasem dla człowieka wierzącego podporą w życiu jest Chrystus. To On wskazuje drogę wolności i uczula na obecność bliźniego. To On prowadzi do wspólnoty Kościoła, wspólnoty ludzi pragnących razem realizować cnotę wolności w drodze do zbawienia. To we wspólnocie Kościoła Chrystus udziela mocy do podołania drodze życia z zachowaniem pełnej ludzkiej wolności.

Błędny decyzjonizm

Wolność jest często sprowadzana do aktu podejmowania decyzji. Stojąc przed wyborem, człowiek decyduje: „tak” lub „nie”. Ciekawą myśl o niewystarczalności tego stanowiska podsuwa nam kard. J. Ratzinger. „Nie jest tak, że mogę powiedzieć jedynie »tak« bądź »nie«. Zasadniczo rzecz biorąc, jesteśmy zatem zdania, że gdy człowiek nie mówi »nie« wobec zła, jest już pozbawiony wolności, że dochodzi wówczas do wypaczenia wolności. Wolność swą wielką twórczą przestrzeń znajduje wszak dopiero w sferze dobra. Miłość jest twórcza, prawda jest twórcza – dopiero w tej sferze otwierają się mi oczy, dopiero tam mogę poznać tak wiele spraw”1. Choć powołaniem człowieka jest odrzucać zło i wybierać dobro, to nie jest to jednak decyzjonizm, w którym wiara sprowadza się do nieustannego wypowiadania „tak” lub „nie”.

Oddajmy ponownie głos kard. J. Ratzingerowi: „Gdy patrzymy na życie wielkich ludzi, na życie świętych, możemy dostrzec, jak w biegu dziejów twórczo ujawniają oni zupełnie nowe możliwości ludzkie, których nigdy nie zauważyliby wewnętrznie ślepi czy tępi. Innymi słowy, wolność rzeczywiście przejawia swe działanie, gdy w wielkiej sferze dobra rozwija coś jeszcze nieodkrytego, poszerzając nasze możliwości. Natomiast zatraca samą siebie, gdy uważa, że swą wolę potwierdza tylko przez negowanie. W takiej sytuacji bowiem używam swej wolności, ale jednocześnie ją wypaczam”2.

Wolność zatem to nie tylko decyzjonizm, lecz to realizowanie dobra. Być wolnym, to wejść na drogę realizacji człowieczeństwa i pełnienia woli Bożej. Wolność wiary świętych pokazuje nam świat Boga, świat niezrozumiały dla tych, którym wiara kojarzy się wyłącznie z zakazami. Jest to świat niedostępny dla ludzi bojących się, że Bóg odbierze im część życia, że będzie żądał nieustannych poświęceń. Wolność będąca realizowaniem dobra to nie jedynie prosty, jednorazowy wybór, lecz pójście za Bogiem drogą prowadzącą człowieka do świętości. Tak pojmowana wolność wymaga nieustannego słuchania Boga i siły w kroczeniu za Jego głosem, co wyraża się w sformułowaniu: „być posłusznym Bogu w wierze”.